Założę się, że nie zgadniesz, co się działo w moim „Szczęśliwym Nowym Roku”!

Witam po przerwie! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne?

Ja postanowiłam nie mieć postanowień noworocznych, tylko cele do spełnienia, dbanie o własny rozwój psychiczny oraz fizyczny. Życie jednak miało już swoje własne plany na mój początek 2019 roku. Jakie? Jestem pewna, że nie zgadniesz! Założymy się?

Cały post ma na celu nauczyć Nas (mnie) znajdować szczęście w nieszczęściu. Doceniać ludzi wokół i znajdować dystans do nieprzyjemnych sytuacji, które zawsze będą miały miejsce w naszym życiu. Już na samym początku bardzo dziękuję mojemu chłopakowi, który wpychał mi już nie raz laptop do ręki, ponieważ stęsknił się za moimi wpisami. Był też ze mną podczas tych trudnych pierwszych trzech tygodni w nowym roku i zawsze mogłam na niego liczyć. (Do tego przynosił mi dobre jedzenie.)

Zacznijmy od począku, czyli dokładnie sylwestra i pierwszego dnia nowego roku.

Hej Paulina, no ale co mogło się stać? Przyznaj się! Schlałaś się tak, że niczego nie pamiętasz, a kaca miałaś przez dwa dni?!!!

Człowiek śmieszek

Hahah, chciałabym człowieku śmieszku! Daj mi opisać całą sytuację, która akurat miała wtedy miejsce.

Mianowicie moi przyjaciele przyjechali do mnie z Polski na moje urodziny i sylwestra. (Na szczęście moje urodziny są dzień przed sylwestrem, więc mogę sobie wmówić, że przyjechali też na nie). To były wspaniałe dni, ponieważ niektórych z nich nie widziałam ponad rok.

Niestety po godzinie 00:00 moja przyjaciółka wykręciła sobie kolano, najprawdobodobniej rzepka wyskoczyła i wskoczyła na miejsce (takie są podejrzenia), minęła chwila, ból częściowo przeszedł i moja waleczna kobieta wróciła razem z nami się bawić (to jest baba!). Niestety ponownie upadła i najprawdopodobniej tym nadwyrężyła swoje więzadło na tyle mocno, że nie daliśmy już rady nic z tym zrobić. Następnego dnia z nogą jak beczka udaliśmy się na ostry dyżur, było to dość śmieszne doświadczenie, ponieważ trzeźwiałam jeszcze o godzinie 13 na ostrym dyżurze.

Nauczyłam się prowadzić wózk inwalidzki. Jednocześnie będąc tłumaczem i modląc się, żeby przyjęli nas wszędzie bez problemu.

(Ps. Wyrabiajcie sobie EKUZ, jeżeli jedziecie za granicę, nawet na weekend.)

W między czasie zastanawiałam się jak bardzo każda z nas wali jeszcze alkoholem z dnia poprzedniego. Na szczęście Norwedzy są na tyle grzeczni, że nikt nam nic na ten temat nie powiedział.

Po paru godzinkach na ostrym dyżurze, przejeździe do szpitala i kolejnych kilku godzinach już w samym szpitalu dowiedziałyśmy się, że… będzie boleć, dobrze by było zrobić rezonans, ale nie ma terminu na dziś, a i że musi uważać na nogę.

Hmmm, a ja chciałam z nią jeszcze tego samego dnia skoczyć na narty… no cóż, może następnym razem.

Na szczęście moja choróbka teraz jest już w Polsce. Z kolanem jest coraz lepiej, a teraz jedyne co jej straszne to pierwszy rozdział pracy licencjackiej. (Jestem pewna na 90%, że ciągle ogląda jakis serial zamiast ją pisać.)

Dobra Paulina no i co? Myślisz, że nikomu się czoś takiego nie przydarzyło? To wszystko co dla Nas masz?

Zawiedziony tłum

Spokojnie zawiedziony tłumie, to dopiero początek.

W międzyczasie miałam trochę stresu w pracy, przez co trzymiesięczną międzynarodową kontrolę jakości. Za każdym razem, kiedy byłam w pracy, było coś źle, no i do tego moi wspaniali współpracownicy też dawali popalić nie wywiązując się ze swoich obowiązków. Do tego wszystkiego okazało się, że droga mojego dalszego wykształcenia, jednak nie będzie taka jaką chciałam, ponieważ zostałam źle poinformowana przez mojego szkolnego „doradce w drodze wykształcenia”.

Ok to był mały kop, ale jak mogłam się poczuć mając już 21 lat, i skończone dwa lata technikum informatycznego, roku nauki języka, no i ponad półtorej roku na mechanice? Przy czym moi znajomi mają już przynajmniej wykształcenie średnie, niektórzy nawet wiedzą co chcą robić w życiu, albo przynajmniej mają na siebie większe, lub mniejsze plany.

Dobra, dobra. Każdy tak ma Paulina. Przestań się użalać! Wiesz ile ludzi ma poważnejsze problemy od Ciebie?

Wiecznie rozczarowany tłum

Tak zdaję sobie sprawę, że jest wiele ludzi z większymi problemami, ale każdy jest odpowiedzialny za swoje własne życie. Dlatego dla mnie te problemy były na tyle przytłaczające, że coraz mniej miałam ochotę się uśmiechać, czy robić cokolwiek. Na szczęście miałam wpaniałe wparcie, które miałam ciągle przy sobie, nawet, kiedy miał już dość moich łez i tak był koło mnie i robił wszystko żeby wywołać mój uśmiech.

Happy End

Hahah, żartowałam

W między czasie mój telefon dawał mi popalić, ponieważ uparcie nie chciał się ładować, więc gdy wszystko już po mału zaczęło się uspokajać (tak przynajmniej myślałam) wzięłam sobie niedrogi telefon na raty tak, abym z mojego burgerowego zarobku mogła go spłacić w ciągu najbliższego czasu.

Telefon to tylko drobnostka. Mam coś ciekawszego.

Parę dni później…

Wracam z pracy. Godzina 22.50, jadę autostradą zmęczona całym dniem w szkole i w robocie.
Nagle słysze DUB DUB i czuję benzynę.
No ok, auto dalej jedzie, zapach trochę jakby stracił na intensywności. Miejmy nadzieję, że nic się nie stało.
Parkuję, idę do domu SPAĆ.
Wstaję następnego dnia, idę do auta, aby udać się do szkoły, a następnie do pracy.
Kurde. Wali benzyną jak podchodzę bliżej.
Nic więcej teraz nie zrobię, odpalalam samochód i zobaczymy.
Ooooo jak miło. Z pełnego baku została mi jedna czwarta. Zajebi$$$$.
Jadę do szkoły.


Auto na podnośnik . (Przypominam, jestem na mechanice i mam warsztat w szkole)
Zajebiście duża dziura w baku paliwa. Super.


Załatałam dziurę srubą i jakimś klejem, na szczęście w nieszczęściu miałam w planach zmienić auto na nowe.
Pezio nie był jeszcze wykończony tak, jak chciałam, ale na szczęście można się nim bezpiecznie poruszać i ma zrobiony świeży przegląd.
Pojechałam odebrać tablice rejestracyjne na peźia.
Musiałam zarejestrować go na mnie i wydać kolejne pieniądze, których nie miałam już wiele, a wypłata dopiero w lutym.
Po uzgodnieniu wszystkiego z moim tatą pojechałam do pracy zatkaną Polcią i modliłam się, żeby moje profesjonalne zaklejanie baku wytrzymało 6,5h na parkingu podczas mojej pracy, oraz przejazd do taty.
Tam jeszcze jakiś czas odkuwaliśmy z lodu mojego nowego rumaka i w końcu w środku nocy mogłam pojechać do domu, żeby przespać parę godzin przed kolejnym dniem.


Ps. Kilka dni później Pezio nie odpaliło na parkingu. Na szczęście wystarczyło odpiąć i podpiąć spowrotem baterię. (To i tak było stresujące.)

Dwa dni później…

Gdy już stwierdziłam, że to już koniec, bo wykorzystałam swój limit małych i większych niespodzianek stało się to, czego w życiu się nie spodziewałam. Wychodzę z siłowni i na bezpłatnym parkingu dostałam mandat.

Dostałam 600kr mandatu za to, że 30% mojego auta stało na miejscu dla niepełnosprawnych. Był śnieg na parkingu, a linii nie było widać. W życiu nie stanęłabym na tym miejscu, gdybym wiedziała, że chociaż trochę zajmuję miejsce dla niepełnosprawnych!

No, ale cóż. Shit happends.

Dlaczego napisałam tego posta? Po co? Nie mam przyjaciół i musze się komuś pożalić?

Nie, piszę go, żeby samej lepiej doceniać moje szczęście w nieszczęściu, mojego cudownego chłopaka, przyjaciół i rodziców. Wiedzieli, że jest mi ciężko i bardzo mnie przy tym wszystkim wspierali i mimo, że czasami miałam w głowie (nie wiem jakim prawem), że jestem z tym wszystkim sama to na szczęście nigdy nie byłam.

Podsumowanie?

  • Doceń każdą chwilę w życiu.
  • Daj sobię chwilę na ochłonięcie.
  • Doceniaj ludzi wokół ciebie i dobre chwile, a ze złych wyciągaj wnioski i ucz się na błędach.
  • Daj sobie chwilę na bycie po prostu smutnym i niezadowolonym.
  • Czerp pozytywną energię z wszystkiego wokół.
  • Nigdy sie nie poddawaj!

To by było na tyle. Ja ładująca się na nowo pozytywną energią tak kończę dzisiejszy wpis. Jeżeli chociaż trochę poprawił ci humor, rozśmieszył, a może przez chwilę poczułeś się jak ja to zostaw komentarz albo podziel się postem ze znajomymi, może oni też uważają, że rok 2019 stara się ich wykończyć.

Pozdrawiam, polecam

Aniluap

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *