Moje początki w Norwegii

Hej! Cześć! Siemanko! 

Założyłam tego bloga po to aby wisiał sobie gdzieś w internetowej przestrzeni oraz żeby móc wyrzucić z siebie część rzeczy które zalegają mi w głowie (a jest tego sporo). Jestem osobą z dyslekcją, więc błędy ortograficzne i interpunkcyjne będą tu na porządku dziennym, ale właśnie o to chodzi! Może mój „pisarski” bełkot pomoże komuś kto też wyprowadził się za granicę, albo po prostu pośmieje się z moich wypocin w pochmurny i deszczowy dzień.  😀

Będę tu pisać o tym co dla MNIE ważne, ciekawe i interesujące. 

Have FUN!

Zacznijmy od początku. 

Przeprowadziłam się do Norwegii dokładnie 6.07.2015r.  Od tego czasu poznaję skandynawski styl życia. 

Jestem polską imigarntką żyjącą w Norwegii i bardzo dobrze się z tym czuje. 

Najwyższy czas dla mnie, żeby opisać jak to jest być gdzieś daleko od domu, przyjaciół i rodziny. W miejscu gdzie mówią do ciebie w strasznym języku, a nieznajomi uśmiechają jak psychopaci.

Chyba jednak nie jest to aż tak staszne…

Początki mojego pobytu tu nie były łatwe, ale dlaczego miały by być? 

Przyjechałam do taty który siedział tu już rok, stwierdziłam, że i tak chcę kiedyś wyjechać za granicę, a to była idealna okazja.

Mieszkaliśmy w 30m², niemalże idealny metraż dla 18latki i ojca, ale nie miałam na co narzekać, wiedziałam na co się pisałam. Co prawda w Polsce nie mieszkałam w willi, ale brak swojej własnej, prywatnej przestrzeni dawał się we znaki. Żadne z nas nie miało prywatności, własnego mini pokoju w którym mogło się zamknąć i posiedzieć w samotności. 

Kawalerka (hybel-po norwesku) ta znajdowała się w Rykkinn (miasteczko bardzo blisko Oslo).

Zawsze uważałam się za  bardzo silną osobę, jednak ta wyprowadzka pokazała mi, że nawet osobą silnym łatwo jest się złamać. Brak rodziny i przyjaciół u boku dawał się co raz bardziej we znaki. Przez pierwsze dwa miesiące głos mamy, brata czy babci sprawiał że w ciągu sekundy moje oczy zalewały się łzami.

Początek przeprowadzki też do łatwych nie należał. 

Ale halo! Nikt nie mówił że będzie łatwo! 

Po 2 miesiącach załatwiania legalnego pobytu z którym były same problemy kolejny cios czekał tuż zza rogiem. BRAK MIEJSCA W SZKOLE! Dla niektórych może była by to dobra wiadomość, ale  nie dla mnie. Jestem osobą bardzo ambitną i wymagającą, głównie od samej siebie. Rok w plecy brzmiał jak najgorszy wyrok. Powiem szczerze po prostu wolę mieć szkołę z głowy, a nie kończyć zaocznie ogólniaka w wieku 23 lat. 

Po tylu przytłaczających wydarzeniach zamknęłam się w czterech ścianach, nie wychodziłam do ludzi, oglądałam seriale i chciałam uciekać. Na szczęście miałam wspaniałe wsparcie przyjaciółek z Polski i mojego taty który przeżył nie jeden taki numer będąc tu samemu. 

Po jakimś czasie podniosłam się. Zaczęłam chodzić do biblioteki i tłumaczyć książeczki dla dzieci, bo jakoś języka trzeba było się uczyć. Bardzo często chodziłam do warsztatu, gdzie pracował tata i tam rozmawiałam ze wszystkimi o wszystkim (po angielsku). 

Zaczęłam rozmawiać z córką właściciela domu i otwoerać się na ludzi.  

 POCZĄTKI NIE SĄ ŁATWE, ALE WIEM ŻE BYŁO WARTO 

Pozdrawiam, polecam 
Aniluap
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *